Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wademekum Pielęgnacji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wademekum Pielęgnacji. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lutego 2017

Mój Koreański Rytuał Pielęgnacyjny


Witajcie. To już ponad cztery lata jak zaczęłam prowadzić tego bloga. Pamiętam, że jednymi z pierwszych moich artykułów była seria o pielęgnacji "Vademecum Pielęgnacji". Minęło dużo czasu, ale uważam, że nadal jest ona aktualna. Dlatego zachęcam Was do przeczytania tej serii. Dziś jednak chciałabym rozszerzyć ją o coś co ostatnio zrobiło absolutną rewolucję w stanie mojej skóry. Kiedy przeczytałam książkę "Sekrety urody Koreanek" pomyślałam, że to może być jedyny ratunek dla mojej skóry. Było to w połowie zeszłego roku (około sierpień 2016). Moja skóra wyglądała tragicznie. Miała rozszerzone, pozapychane pory, występowały liczne wypryski, najgorsze były takie podskórne grudki, a także ropne krosty. Próbowałam różnych eksperymentów, które tylko pogarszały stan mojej skóry, sprawiając, że stała się maksymalnie odwodniona i łuszcząca. Co więcej makijaż się na niej wcale nie trzymał. Nawet bardzo kryjące, długotrwałe podkłady po kilku godzinach wyglądały strasznie, ważyły się, a ja nie wyglądałam ani trochę świeżo. Pewnie dlatego, że sebum z mojej skóry wydobywało się w dużym nadmiarze. Taki obraz mojej skóry pamiętają moi znajomi, którzy przebywali ze mną na co dzień. Za każdym razem w lusterku, z chusteczką do odsączania sebum i korektorem z rękach - było to częsty mój obraz.

 
Te zdjęcia zaczęłam robić gdy już widziałam poprawę, więc tylko możecie sobie wyobrazić jak było źle. Na miejscach przebarwień występowały wypryski, które pojawiały się i znikały w zależności od cyklu lub tego co zjadłam.
 

Tyle słowem wstępu. Chciałam żebyście mieli obraz tego jak źle było z moją skórą jeszcze pół roku temu.

Na książkę "Sekretu urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji" natrafiłam całkiem przypadkiem z Empiku. Ani nie miałam zamiaru jej kupić, wcześniej też nie słyszałam o "cudownej koreańskiej pielęgnacji". Do tej pory nie wiem co skusiło mnie do tego, że w końcu trafiła do moich rąk i jak to się stało, że tak zaaferowana usiadłam do jej czytania. Fakt jest taki, że byłam zachwycona tą książką i mimo że w tym artykule mam zamiar przybliżyć Wam cały program pielęgnacji koreańskiej to mimo wszystko polecam przeczytać książkę ze względu na ogrom informacji, kultury koreańskiej, która mnie ogromnie zafascynowała. Książka jest bardzo przyjemnie napisana. Opowiada historię Charlotte Cho - autorki poradnika, która jest Koreanką urodzoną w USA, która dopóki nie wyjechała do rodzinnego Seulu za nic miała pielęgnację skóry. Opisywany w książce sposób pielęgnacji jest magiczną receptą na wieczną młodość, Koreańczycy nie zaczynają dbać o skórę dopiero jak pojawia się pierwsza zmarszczka lub inny problem. Koreańczycy traktują pielęgnację jako mistyczny rytuał, który stosują w każdym wieku kobiety jak i mężczyźni. Już od lat dzieciństwa wpaja się im jak ważne jest to aby chronić skórę przed słońcem. Koreańską pielęgnacja nie jest też skierowana do ich oryginalnych kosmetyków. Autorka pisze o tym jak bardzo rozwinięty jest rynek kosmetyczny w Korei, ale konsumenci szukają też świetnych kosmetyków na zachodzie. Dlatego i nam tak łatwo jest skorzystać z tych kroków pielęgnacyjnych. Nie musimy od razu ściągać kosmetyków z zagranicy, możemy skorzystać z tego co oferują nasze drogerie stacjonarne i sklepy internetowe. Tak też postanowiłam. Nie zmieniłam całej mojej półki z kosmetykami na te pochodzące z Azji. Zostawiłam moje ulubione i bardziej skupiłam się na tym w jaki sposób używam tychże kosmetyków i zastosowałam się do etapów koreańskiego rytuału pielęgnacyjnego


A oto 10 tych magicznych kroków: 

1. Demakijaż i oczyszczanie kosmetykiem na bazie olejku
2. Oczyszczanie kosmetykiem na bazie wody
3. Złuszczanie
4. Tonizowanie
5. Esencja
6. Ampułki, koncentraty, serum
7. Maseczki w płachcie
8. Krem pod oczy
9. Kosmetyk nawilżający (krem, emulsja, żel)
10. Ochrona SPF przed słońcem

Jednak spokojnie, nie wszystkie etapy wykonujemy rano i wieczorem. Niektóre kroki wykonujemy raz w tygodniu, a czas spędzony rano i wieczorem nie przekracza 10 minut, wiec wymówka "nie mam na to czasu" nie obowiązuje ;-)


Każdy ten etap autorka pięknie opisuje podając swoje ulubione typy kosmetyków, niestety w Polsce mogą okazać się prawie niedostępne. Dlatego postanowiłam podać Wam swoje typy, które używam i które sprawiły, że przez te pół roku moja skóra faktycznie bardzo się poprawiła. Zacznijmy wiec od początku


1. Demakijaż i użycie kosmetyku ma bazie olejku

Jak wiadomo z lekcji chemii, na pewno o tym pamiętacie, występują zanieczyszczenia rozpuszczalne w wodzie i takie, które rozpuszcza tłuszcz. Do tych drugich zalicza się wszelki makijaż, sebum, a także opadający się na skórze smog (jakież to aktualne o tej porze roku). Dlatego też pierwszym etapem naszej pielęgnacji jest oczyszczenie skóry olejkiem. I tutaj uspokojenie dla osób ze skórą tłustą (takiej jak moja), nie musimy się bać olejku, bo on nie zapycha o ile jest odpowiednio dobrany do naszej skóry. Co ciekawe niektóre olejki mogą sprzyjać skórze tłustej i regulować pracę gruczołów. Pamiętajmy, że naszego sebum nie rozpuści woda, bo tłuszcze nie rozpuszczają się w wodzie. Oto kilka przykładów olejków przeznaczonych do różnych typów skóry:

Skóra normalna:
Skóra sucha: olej kokosowy, makadamia, olejek z awokado, orzechów laskowych.
Skóra tłusta: ojej jojoba, olejek z pestek malin, lniany, z czarnuszki.
Skóra naczyniowa: olejek z pestek winogron, czarnej porzeczki, dzikiej róży, marakui.

Moimi faworytami, których używam w pierwszym etapie pielęgnacji to olejek myjący MAC Cleanse Off Oil, który po kontakcie z wodą zmienia się w emulsję, która po zmyciu wodą nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Lait Deuceur, Lait Comfort z Chanel, są to kremowe mleczka do demakijażu, które pod wpływem masażu zamieniają się w olejek. Bardzo lubię używać do ich usunięcia rękawiczek typu Glam Glov.


Dodatkowo pokażę Wam produkt, który używam do demakijażu oczu gdy noszę mocny makijaż. Jest to dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust z Chanel. Czyści każdy, nawet wodoodporny makijaż oczu, nawet między rzęsami. Jest to najlepszy płyn do demakijażu jaki kiedykolwiek użyłam, a było ich sporo (od bardzo tanich tj Ziaja do tych droższych np Armani).


2. Oczyszczanie kosmetykiem na bazie wody 

Po dokładnym demakijażu następuje czas na oczyszczenie twarzy. Zapytacie "jak to? Przecież moja buzia jest już pozbawiona resztek makijażu". Otóż demakijaż w koreańskiej pielęgnacji to nie wszystko. Użycie dodatkowo żelu lub pianki pomaga usunięcie wszelkich zanieczyszczeń, które przyczyniają się do powstawania zaskórników i wyprysków. Ważne aby był delikatny, najlepiej nie zawierał potencjalnie drażniących SLS. Po zastosowaniu tego produktu skóra twarzy jest nieskazitelnie czysta, miękka i gotowa na dalsze etapy pielęgnacji.

Moje ulubione produkty znalazłam na półce z oryginalnymi kosmetykami koreańskimi. Zaczęłam od pianki aloesowej z Holika Holika, a teraz używam pianki myjącej Dr G A-Clear, która zawiera składniki przystosowane do skóry tłustej i trądzikowej. Jednak słowo klucz to: skuteczne, ale delikatne


3. Złuszczanie 

O tym jak ważne jest złuszczanie pisałam we wspomnianej wcześniej serii Vademecum Pielęgnacji. Linki do tych artykułów znajdziecie na końcu tego posta. Jednak teraz opowiem o tym w skrócie. Peeling skóry pomaga usunąć niepotrzebne komórki z wierzchnich warstw naskórka, które zapobiegają wchłanianie się składników wgłąb skóry. A także przyspiesza regenerację, rozjaśnia i wygładza, a także oczyszcza pory skóry oraz zmniejsza widoczność porów. Występują peelingi mechaniczne (to takie z drobinkami) oraz chemiczne (zawierające enzymy lub kwasy). I tutaj uwaga: złuszczamy skórę raz/dwa razy w tygodniu. 

Moje ulubione peelingi, których używam najczęściej to pasta oczyszczająca Liście Manuka z polskiej firmy Ziaja, która jest bardzo tania a daje bardzo mocny efekt złuszczanie skóry. Posiada również inne drogocenne właściwości dla skóry tłustej takie jak ściągnięcie porów, zmniejszenie ilości wydzielania sebum oraz miłe uczucie łagodzenia i chłodzenia. Kolejnym ciekawym produktem jest maseczka enzymatyczna z dyni Peter Thomas Roth, którą jeszcze jakiś czas temu można było kupić w Sephorze (nie jestem pewna czy nadal jest dostępna). Jest ona ciekawym rozwiązaniem, ponieważ jest to produkt zawierający za razem enzymy, kwasy oraz drobinki złuszczające. Jest również jedną z mocniejszych peelingów, a ja właśnie takie lubię. Mogą po prostu się nie sprawdzić jeśli macie skórę bardzo wrażliwą. Kolejnym pomysłem na dokładny peeling jest zmieszanie odrobiny korundu (półproduktu używanego do mikrodermabrazji w gabinetach kosmetycznych) z kosmetykiem którego aktualnie używamy do oczyszczania skóry.


4. Tonizowanie 

O tym również obszernie poczytacie w moich wcześniejszych artykułach. W skrócie chodzi o to aby wyrównać pH skóry, bo tylko wtedy składniki aktywne mogą z powodzeniem wniknąć do głębszych warstw skóry. Koreanki chętniej sięgają po toniki nawilżające, ale ja lubię też takie, które pomogą mi złuszczyć skórę i zmniejszyć widoczność porów

Zamiennie stosuję bezalkoholowy tonik nawilżający z Chanel, Lotion Comfort, który dodatkowo cudownie zmiękcza i koi skórę. A także bezalkoholowy, złuszczający tonik Clinique 1.0. Nawilża, delikatnie złuszcza, a kwas salicylowy zawarty w jego składzie wnikając wgłąb porów oczyszcza je i zapobiega powstawaniu zaskórników.


5. Esencja 

Jest to podobno najważniejszy dla koreanek etap pielęgnacji, który wywodzi się z ich kraju. Ogólnie trudno znaleźć taki kosmetyk na rynku polskim, ale nie jest to niemożliwe. Esencja jest produktem podobnym do toniku, ale posiadającym mnóstwo składników aktywnych i nawilżających, ale jeszcze nie można nazwać go serum czy kremem. Jest to coś pomiędzy. W książce jest to opisane tak jakbyśmy gotowały kompot z wartościowych składników dla naszej skóry, a esencja to woda, która zostaje nam po ich odsączeniu.

Ja swoją esencję znalazłam w ofercie Chanel i nawilżające serii Hydra Beauty. Jest to żelowy Lotion, który cudownie zmiękcza, nawilża, koi skórę i posiada antyoksydanty. To taki wstęp do zastosowania dalszych produktów ze składnikami aktywnymi.


6. Ampułki, koncentraty, serum 

Autorka książki bardzo fajnie tłumaczy co to jest serum "jest produktem, które uzyskalibyśmy, stawiając esencję na palniku i odparowując, aż zostanie z niej tylko to, co najlepsze". Czyli serum to bardzo skoncentrowane składniki aktywne, które intensywnie działają na naszą skórę. Dla mnie to taki "dopalacz" do kremu. Produkt posiadający bogactwo składników łatwo wchłaniających się i bezpośrednio wpływających na stan naszej cery. To o jakim działaniu ma być nasze serum same decydujemy słuchając potrzeb naszej cery. Ja skupiłam się na nawilżeniu i ukojeniu mojej skóry, a także odblokowaniu porów skóry

Natrafiłam w internecie na kosmetyki Dr Medica, które są produkowane przez Bielendę. Używałam swojego czasu serum do skóry trądzikowej, które posiada w swoim składzie kwasy i substancje kojące. Używałam je dwa razy w tygodniu, tak jak polecał producent. Drugim serum z tej marki było serum na naczynka, zawierający witaminę C i składniki rozjaśniające. Moja skóra bardzo je lubiła, niestety z niewiadomych dla mnie przyczyn zniknęły z Rossmannów zaraz po tym jak się pojawiły.
Serum które uwielbiam, które pochodzi z oryginalnych kosmetyków koreańskich, produkowane jest przez markę Dr G. Red-Blemish to seria przeznaczona do skóry wrażliwej, naczyniowej, podrażnionej, a także trądzikowej. To jak ta ampułka koi i rozjaśnia moją skórę to istna magia. Uwielbiam ten produkt i bardzo polecam tą markę ze względu na to, że wszystko co od nich używałam mnie nie zawiodło. 
Ostatnie serum to nowość u mnie. Marka Chanel jest mi bardzo bliska i bardzo spodobało mi się Blue Serum, które ma za zadanie nawilżać i rozświetlać, a także zawiera antyoksydanty przywracające skórze młodość.


7. Maseczki w płachcie 

Jest to kolejny etap pielęgnacji wywodzący się z Korei. Wspaniale rozluźniający zabieg, który można wykonywać raz - dwa razy w tygodniu (można częściej przy bardzo suchej skórze). Ja wykonuję go podczas kąpieli, bo jak większość z nas nie mam za dużo czasu żeby siedzieć bezczynnie przez 20 minut (a średnio tyle należy spędzić ze szmatką na buzi). Takie rozwiązanie jest dla mnie najbardziej kompaktowe, bo lubię robić daną rzecz a w tym czasie moja skóra się nawilża. To samo w przypadku płatków pod oczy, nakładam je zawsze rano, a w tym czasie jem śniadanie. Nie ma mowy o wymówkach typu "nie mam czasu. Ale dlaczego maseczka w płachcie jest tak świetna? Otóż jest nasączona drogocennymi składnikami dla naszej skóry (tak, tego można było się domyśleć), ale szmatka nie jest bez przyczyny. To swojego rodzaju bariera przed tym aby te właśnie składniki utleniły się i wyparowały. Szmatka "zmusza" je aby zniknęły do naszej skóry.

Na rynku jest ostatnio coraz więcej maseczek z płachcie. Ja najbardziej lubię pójść do TK Max, bo tam często można znaleźć 5-paki takich maseczek w bardzo dobrej cenie. Za każdym razem gdy jestem po drodze wstępuję i kupuję zapas. Lubię też maseczki koreańskich marek takich jak Holika Holika lub Skin 79, dzięki którym jest dużo śmiechu, bo można stać się na chwilę truskawką, arbuzem, albo pieskiem, czy małpką. W takich momentach mina męża jest bezcenna ;-)


8. Krem pod oczy 

Skóra wokół oczu jest bardzo cienka i pozbawiona gruczołów. Dlatego właśnie po tej okolicy najczęściej widać wiek, bo sucha skóra szybciej się starzeje. Kremy pod oczy zostały specjalnie stworzone aby działać bardzo intensywnie, ale zostały przebadane pod kątem podrażnienia i wyeliminowane jest ono do zera. Oczywiście to jak nakładamy krem jest szalenie ważne, bo w mojej pracy zawodowej spotkałam się z częstymi przypadkami gdy to my same pracujemy nad pogłębieniem swoich zmarszczek. Krem powinien być nakładany bardzo delikatnie, serdecznym lub środkowym palcem (palec wskazujący służy do wciskania guzika w windzie, absolutnie nie pod oczy!). Krem też wklepujemy, delikatnie, nie rozbieramy i nie rozciągamy skóry. Wiem, że w wieku 20-paru lat o tym nie myślimy, ale te z Was, które mają już dwa razy tyle wiosen możliwe że teraz żałują, że w nieprawidłowy sposób traktowały swoją skórę. Nie bójmy się też kremów przeciwzmarszczkowych. W filozofii koreańskiej pielęgnacji mamy zapobiegać a nie leczyć, a jeśli już musimy leczyć to prawidłowo

Sama od wielu lat używam kremów pod oczy. Śmiem twierdzić, że to dzięki temu nikt nie daje mi tyle lat ile mam. Przykładowymi kremami które polecam to Regenerujący krem Mary Kay, którego aktualnie nie mam, bo wyrzuciłam puste opakowanie, ale używałam go przez kilka opakowań. Teraz chciałam wypróbować koreańskie kremy takie jak ten ze Ślimaka ze Skin 79, czy krem pod oczy z Dr G. Ostatnim moim zauroczeniem jest krem z Chanel z serii Sublimage, który jest tak mocno odżywczy, nawilżający i regenerujący, że moja skóra pod oczami jeszcze nigdy nie była w tak dobrym stanie.


9. Kosmetyk nawilżający 

Zbliżamy się już do końca naszego rytuału. Krem, żel, emulsja nawilżająca zamyka całą pielęgnację. Jest to najbardziej gesty kosmetyk, bo na pewno zauważyliście, że poprzednie miały konsystencję wodnistą. Krem oczywiście wybieramy pod względem typu naszej skóry, ale zapomnijmy o mocno matujących produktach. Filozofia koreańskiej pielęgnacji opiera się przede wszystkim na nawilżeniu i rozświetleniu. Tylko taka skóra wygląda młodo i świeżo. Zdaniem koreanek matowienie powoduje pogorszenie wydzielania sebum. I tak jak pisałam w moich starych artykułach: gdy mocno matowimy cerę, broni się ona jeszcze większym wydzielaniem łoju, to takie błędne koło. Gdy odpowiednio nawilżymy naszą skórę odwdzięczy się nam ona pięknym, zdrowym wyglądem.

Mimo, iż mam tłustą skórę zaczęłam używać bardzo mocno odżywczy krem do skóry suchej marki Tołpa. Świetnie się u mnie sprawdził, szczególnie na noc. Czułam jak bardzo moja skóra "pije" nawilżenie, wiec przypuszczam, że moja skóra była po prostu odwodniona.
Gdy nawilżenie mojej cery doprowadziłam do porządku zaczęłam używać lżejszych kremów, takich jak żel z Dr G Hydra Intensive. Jest genialny, świetnie nawilża skórę, koi ją, a także bardzo szybko się wchłania i pozostawia skórę miękką.
Obecnie używam na noc kremu Chanel Hydra Beauty o konsystencji Creme. Jest on lekki, ale super nawilżający i kojący, posiada również antyoksydanty. Zaś na dzień sięgam po żelowy krem nawilżający z Mary Kay Botanical Efects do skóry tłustej, mieszanej i wrażliwej. Jest idealny pod makijaż, zmniejsza widoczność porów i nawilża, ale reguluje wydzielanie sebum. Na ten moment to mój duet idealny.


Jeśli chodzi o noc, raz w tygodniu warto zastąpić krem maseczką całonocną. Pewnie już wiecie jak działa. Tak! Jeszcze bardziej nawilża! Jest to kolejny dopalacz, bo kiedy śpimy nasza skóra regeneruje się jeszcze bardziej, dlatego warto nałożyć taką skoncentrowaną maseczkę.

Moje ulubione to maseczka miodowa do skóry trądzikowej z Holika Holika. Przepięknie pachnie, a jak cudownie skóra jest rano mięciutka. 
Bardzo podobny efekt daje również maseczka nawilżająca z Glam Glow w niebieskim opakowaniu. Cudnie pachnie kokosem.
Upiększającą maseczką okazała się być również ta z firmy Yonelle, która dzięki małemu stężeniu kwasu glikolowego wspaniale rozjaśnia i wygładza skórę. 
Moim ostatnim odkryciem stała się też nowość z marki Perfecta. Maseczka ta posiada w składzie 20% witaminy C, która jest świetnym antyoksydantem, rozjaśnia przebarwienia, a także wpływa pozytywnie na naczynka. Ostatnio to po nią najczęściej sięgam.  Wspaniale rozjaśnia skórę.


10. Ochrona SPF przed słońcem 

Doszliśmy do końca pielęgnacji nocnej, a teraz czas na zakończenie rytuału rano. Jest to najważniejszy etap dla koreanek i potrafią nakładać filtr kilka razy dziennie. Jest to szczególnie ważne jeśli intensywnie złuszczamy skórę lub zostały przeprowadzone jakieś zabiegi laserowe lub inne. Ale nie tylko, koreanki wierzą, że to słońce powoduje efekt starzenia skóry oraz przebarwienia, a ja w zupełności się z tym zgadzam.

Moim ulubionym filtrem jest baza pod makijaż MAC z SPF 50. Jest lekka, nie zostawia tłustego filmu i nie bieli skóry. 
W lecie używałam również kremu CC  z Chanel, który również zawiera filtr SPF 50. Do tego jest świetnie kryjącym, nawilżającym, idealnie trzymającym się podkładem. Uwielbiam go i zaraziłam nim już niejedną koleżankę. 
Innym kremem koloryzującym, którego używam to krem BB Holika Holika, Clearing. Jest delikatnie matującym, dobrze kryjącym podkładem. Filtr juz niższy, bo SPF 35.


Podsumowując: zaczęłam stosować wszystkie etapy pielęgnacji, o których napisałam powyżej. Jednak to nie były jedyne zmiany, które poczyniłam w walce o piękną cerę. Moje krostki prawdopodobnie pochodziły również z wewnątrz organizmu, dlatego też zmieniłam swoją dietę. O tym też możemy przeczytać w książce, bo nie bez powodu krąży powiedzenie "jesteś tym co jesz". Zrezygnowałam z nabiału, zamiast mleka i jego przetworów jem mleko roślinne (sojowego niekoniecznie lubię, ale ryżowe, orkiszowe - są pyszne). Wykluczyłam z diety wieprzowinę, jest to najbardziej niezdrowe mięso, pełne toksyn i zakwasza organizm. Odstawiłam również alkohol, na jego miejsce weszło coraz częściej dostępne w sklepach piwo bezalkoholowe, które nawet bardziej mi smakuje. Ograniczyłam również słodycze, w moim przypadku nie było to trudne, bo ze słodkich przekąsek najbardziej lubię słone paluszki, ale gdy mam ochotę na coś słodkiego wybieram zdrową, gorzką czekoladę. Drugie śniadanie to u mnie obowiązkowe owoce, a do pozostałych posiłków staram się zawsze zjeść jakieś warzywo. Zaczęłam też suplementację algi chlorella, która oczyszcza organizm z toksyn, wspiera trawienie, a także wzmacnia układ odpornościowy. Zawiera ona mnóstwo mikro i makro elementów, a także witaminy. Myślę, że to lepsza opcja od sztucznych suplementów diety. Jestem pewna, że taka dieta ze wsparciem pielęgnacji spowodowała tak szybką poprawę w wyglądzie mojej skóry. 


Byłam bardzo zdeterminowana aby wreszcie wyleczyć moja skórę, wiec nie obyło się też bez wizyty u dermatologa. W pielęgnacji skupiłam się na nawilżeniu, ale żeby wyleczyć zmiany trądzikowe potrzebowałam leku, który pomógłby mi w ich zlikwidowaniu. Nie mówię o tym bez powodu. Pamiętajcie, że jeśli macie trądzik jest to choroba, która potrzebuje lekarza. Mimo, że jestem kosmetologiem poddałam się w walce z nim. Ciągle wracał a na mojej skórze było coraz więcej zmian potrądzikowych. Miałam już tego dosyć. Lekarz przepisał mi antybiotyk, a także krem złuszczający na noc, dzięki czemu mogłam zrezygnować z wzruszającej pielęgnacji, która wcześniej nie zdawała egzaminu.


Tak właśnie przebiega moja pielęgnacja. Może wydawać się na początku bardzo skomplikowana, ale nic bardziej mylnego. Jak już zaczniecie stosować kroki koreańskiego rytuału, zobaczycie, że nie trwa on dłużej niż 10 minut. Co więcej, wracając do domu nie będziecie mogli się doczekać tego czasu tylko dla Was, swojego małego spa i sami będziecie, jak ja, zaskoczeni, że to działa i do tego tak szybko. 

Dajcie koniecznie znać czy ten post był dla Was pomocny. Co myślicie o koreańskimi rytuale pielęgnacyjnym? I czy już go stosujecie, a może po przeczytaniu mojego artykułu macie na to ochotę? Pamiętajcie, że nie musicie od razu zmieniać wszystkich kosmetyków, które używacie, chodzi o etapy i ich kolejność. Trzymam kciuki za Waszą piękną cerę! Pozdrawiam, Agata.

 Linki do Vademecum Pielęgnacji:

środa, 4 maja 2016

Kuracja z Kwasem Glikolowym GlySkinCare - recenzja


Witajcie. Jakiś czas temu odezwał się do mnie Pan z www.diagnosis.pl w sprawie współpracy. Mogłam wybrać trzy kosmetyki do testów. Jakaż była moja radość gdy zobaczyłam kurację kwasem glikolowym z firmy Gly Skin Care. Już wcześniej szukałam podobnej kuracji, bo jak wiadomo kwasy są idealne na wiosnę. Od razu wiedziałam, że muszę mieć te kosmetyki. Wybrałam między innymi GlySkinCare Emulsję do twarzy z kwasem glikolowym 10% i po miesiącu stosowania nadszedł czas na recenzję kosmetyku.





Moja skóra od jakiegoś czasu jest bardzo kapryśna. Zawsze była mieszana, ale po zimie stała się bardzo zanieczyszczona i zaczęłam mieć problemy z trądzikiem. Stwierdziłam, że jednym z rozwiązań jest kuracja kwasami, dlatego zdecydowałam się na GlySkinCare z kwasem glikolowym 10% do skóry mieszanej i tłustej.

Firma ta oferuje również wersję dla skóry suchej i normalnej oraz mniejsze stężenie kwasu (5%), które jest wskazane dla osób, które wcześniej kwasów nie używały. Ja byłam już po zabiegach kwasami w gabinecie kosmetycznym, dlatego zdecydowałam się na wersję mocniejszą.

Zaczęłam używać emulsji jako serum na noc pod krem. Producent zaleca stosować je samodzielnie, ale moja skóra wrażliwa nie pozwoliła mi na to. Niestety używanie emulsji z kwasem glikolowym nie należy do najprzyjemniejszych. Moja skóra bardzo się czerwieniła i strasznie piekła. Jednak nie przestraszyłam się, wiedziałam po wcześniejszych moich przygodach z kwasami, że tak skóra może reagować. Na początku też zdziwiłam się, bo nie wystąpiło znaczne złuszczanie, jedynie niewielkie łuszczenie w okolicy policzków. Gdy to się działo rankiem nakładałam maseczkę GlySkinCare Najlepszą Maseczkę Nawilzajacą - Bankietową, która zmiękczała suche skórki i pozwalała na nałożenie makijażu bez efektu wiórku na buzi.





Po miesiącu używania kosmetyku moja skóra zaczęła mniej reagować pieczeniem i po dokładnym przyjrzeniu się zauważyłam, że skóra jest jakby mocniejsza. Mniej się czerwieni, zauważyłam znaczne wygładzenie skóry i zmniejszenie się porów. Dużo szybciej zaczęły znikać moje przebarwienia po krostkach, a skóra wydaje się bardziej świeża i miękka. Drobne zmarszczki mimiczne z okolicy ust się spłyciły. Skóra jest mocniejsza i bardziej ściągnięta. Niestety kwas nie zredukował powstawania krostek, bo nadal mam z nimi problem w okolicy policzków, ale znacznie szybciej zaczęły się goić. Dodatkowo używam na nie miejscowy żel z kwasem salicylowym Novaclear Acne Spot Treatment również od Diagnosis. Wtedy na drugi-trzeci dzień nie ma śladu po ropnych krostkach, a emulsja w kwasem glikolowym szybko radzi sobie z pozostałością po wyprysku.






Oczywiście przy kuracji kwasem glikolowym trzeba pamiętać o zabezpieczeniu skóry przed słońcem. Ale się ucieszyłam, że w swoich zapasach miałam krem z filtrem również z firmy GlySkinCare Krem Ochronny do Twarzy SPF30, który dosyć dobrze sprawdza się pod makijaż oraz dobrze nawilża skórę po wieczornej aplikacji kwasu.

Podsumowując jestem bardzo zadowolona, że miałam możliwość przetestowania produktów od Diagnosis. Możliwe, że dzięki nim uniknęłam antybiotykoterapii u dermatologa. Moja skora widocznie poprawiła swoją gęstość i się wzmocniła. Każdej z Was ze skórą mieszaną i tłustą, zanieczyszczoną serdecznie polecam taką kurację kwasami.

Ja jeszcze nie kończę swojej kuracji, zamierzam stosować ją przez trzy miesiące aby dokładnie oczyścić swoją skórę, po cichutku liczę, że kwas zadziała tak na moją skórę żeby zredukować wypryski. Wiem, że kwasy mają takie działanie, więc na to szczerze liczę, bo poprawę widzę już teraz, więc szkoda mi jeszcze rezygnować z kuracji.


Zapraszam Was również do moich początkowych postów, z początków mojego bloga Wademekum Pielęgnacji tam znajdziecie artykuły na temat etapów pielęgnacji, między innymi dlaczego warto złuszczać skórę.

Dajcie znać czy znacie kosmetyki marki GlySkinCare. Co myślicie o kuracjach kwasami? Używałyście ich kiedyś?

sobota, 24 maja 2014

Błędy w Makijażu


Hej! Dzisiejszy post będzie nietypowy. Ponieważ skupimy się na tym czego NIE robić wykonując codzienny makijaż. Przedstawię Wam kilka bardzo podstawowych zasad i opowiem czego absolutnie trzeba się wystrzegać. No chyba, że nie chcecie wyglądać zdrowo, młodo i ładnie. W takim wypadku stosujcie te techniki o których piszę żeby ich nie stosować ;)

Do napisania tego artykułu zainspirowało mnie to co tak często widziałam pracując jako sprzedawca w drogerii, a także to co spotykamy jadąc autobusem. Ten post nie ma absolutnie na celu obrażenie kogokolwiek. Chciałabym tylko nakierować i podpowiedzieć. Sama kiedyś robiłam koszmarne błędy używając za ciemnego podkładu i obrysowując swoje oczy czarną kredką. Myślę, że gdybym wtedy przeczytała taki artykuł popracowałabym nad tymi błędami. Dlatego serdecznie zapraszam do lektury.

Błędy w makijażu możemy robić na każdym jego etapie. Zaczynając od złej pielęgnacji naszej cery, bądź nie kładzenia kremu pod podkład, kończąc na źle wyregulowanych brwiach i źle dobranej pomadce. Makijaż jest drogą do upiększenia, ale nie traktujmy go jako jedyną metodę do tego. Dobrze wypielęgnowana cera to podstawa do naszego nieskazitelnego wyglądu. Wiele osób niestety o tym zapomina i zmaga się z wypryskami w wieku, gdzie już nie powinno być takich problemów. Wszystko to sprowadza się do złej pielęgnacji, może nawet złej jakości używanych kosmetyków.


O tym jak dbać o skórę znajdziecie w Wademekum Pielęgnacji, które napisałam zaraz po założeniu bloga. Nadal te informacje są aktualne, dlatego serdecznie Was zapraszam do zajrzenia w te artykuły:

Oczyszczanie: [link]
Tonizacja: [link]
Złuszczanie: [link]
Nawilżanie: [link]
Ochrona: [link]

W artykule o ochronie skóry przeczytacie także o tym jak odpowiednio dobrać kolor podkładu do swojej cery. Bo to niestety kolejny, najczęstszy błąd jaki popełniamy. Pamiętajmy, że jak używałyśmy kiedyś podkładu firmy X w kolorze "jasny beż" to nie znaczy, że kupując podkład firmy Y musimy szukać koloru o tej samej nazwie. To kolor jest ważny, a nie nazwa. Różne firmy różnie nazywają kolory swoich podkładów, naturalny piaskowy beż, alabastrowy beż, a nawet limiany szal (!) i migdałowa mleczna akwarela mogą okazać się zbliżonymi kolorami różnych firm pasującymi do naszej karnacji. Zawsze sprawdzaj kolor podkładu na linii żuchwy i szyi (nigdy na ręce!) tylko wtedy będziesz pewna, że nie popełnisz błędu jakim jest za jasny, bądź za ciemny kolor podkładu.


Przechodząc do dalszych etapów w makijażu zawsze pamiętaj "mniej znaczy więcej". Nie używaj dużej ilości, ekstremalnie matujących pudrów. Mogą spowodować tylko wysuszenie Twojej skóry oraz to, że nie będzie wyglądać ona świeżo. Epoka, w której nawet podczas sesji zdjęciowych tona korektorowych podkładów i stuprocentowo matujących pudrów już dawno minęła. Dlatego tym bardziej nie stosujmy tych totalnie niemodnych technik na co dzień.

Kolejnym etapem makijażu jest zwykle konturowanie twarzy i użycie różu. Tak jak na co dzień możemy pozwolić sobie na zrezygnowanie z bronzera to nie zapomnijmy o różu. Ten magiczny kosmetyk doda nam młodości i świeżości. Podstawowym błędem jest to gdy nie użyjemy ani jednego, ani drugiego kosmetyku. Buzia przykryta podkładem będzie wydawać się na płaską, bez ładnych kształtów. Natomiast podchodząc do tego z drugiej strony za duża ilość tych kosmetyków na policzkach lub nałożenie ich w nieodpowiednim miejscu może dodawać nam lat i sprawić, że będziemy wyglądały na zmęczone

Już jakiś czas temu pisałam artykuł i nagrywałam film o konturowaniu twarzy, jeśli chcecie zobaczyć jak prawidłowo to wykonywać, zapraszam: konturowanie-twarzy


Gdy już wystrzygłyśmy się wszelkich błędów związanych z makijażem twarzy musimy pamiętać żeby nie popełnić gafy przy oczach. Złe zaakcentowanie oka może sprawić, że będzie wyglądało na małe, smutne i zmęczone.
- Zawsze starajmy się dobrze rozcierać cienie, między sobą i na granicach. Ostre linie mogą zniekształcić oko i je pomniejszyć.
- Nigdy nie zaznaczaj linii wodnej tylko czarną kredką, to totalnie zmniejsza oko i sprawia, że jest jakby przymknięte. Czarna linia wodna wygląda dobrze tylko przy makijażach wieczorowych, gdy na powiekach mamy ładnie roztarte ciemne cienie, albo masz wyjątkowo duże i wypukłe oczy o ładnym kształcie migdała jak Anja Rubik.
- Malując kreskę eyelinerem staraj się zawsze malować ją zaraz przy linii rzęs. W innym wypadku nie dość, że zniekształcisz swoje oczy to będzie wyglądało to bardzo groteskowo.
- Podczas malowania kreski eyelinerem pamiętaj, że jaskółka powinna kierować się ku górze, być przedłużeniem dolnej powieki idąc w kierunku brwi. Nigdy nie "trzymaj się" przy tym górnej powieki, bo oczy staną się bardzo smutne, nawet jak koniec jaskółki skierujesz do góry.
- Zaznacz brwi w naturalny sposób. Za ciemne, wyrysowane lub wcale niepodkreślone będą wyglądały nieestetycznie.
- Nie maluj powieki tylko bardzo jasnym, jaśniejszym od Twojej skóry cieniem. Tak samo jak jedynie kredka na linii wodnej bardzo pomniejszy to oczy.
- Zrezygnuj z perłowych cieni pod linią brwi. Idąc zasadą wszystko co jasne i połyskliwe - uwypukla, a wszystko co matowe i ciemniejszy - chowa, sprawisz, że Twój łuk brwiowy będzie na tyle wydobyty, że oko może wyglądać na opuchnięte. W tym miejscu zastosuj jasny, ale matowy cień.

Żle zaaplikowany podkład, brak zaznaczenia brwi i kreska z odstępem od linii rzęs. Pomniejsza to oko i sprawia, że jest niewyraźne.

Niezakryte cienie pod oczami, kreska idąca wzdłuż górnej powieki i graficznie zaznaczone brwi. Oko wygląda na smutne i zmęczone.

Tutaj na oddaleniu zdjęcia widać poprzednią sytuację dużo lepiej.

O tym jak malować kreskę tłumaczę tutaj: jak-wykonac-kreske [link]

Dochodząc do makijażu ust musimy pamiętać żeby były one pomalowane w naturalnych odcieniach. Nie mogą być one jaśniejsze od naszego koloru skóry. A jeśli wybieramy ciemniejsze pomadki starajmy się precyzyjnie obrysować usta konturówką. Nie ma nic gorszego jak szminka powyjeżdżana nierównomiernie poza kontury ust.
Starajmy się również zapobiec sytuacji gdy szminka znajdzie się na naszych zębach. W łatwy sposób można tego uniknąć. Śledźcie mojego bloga, bo planuję nagrać krótki film o malowaniu ust ciemnymi pomadkami.


A co się stanie gdy nie zastosujemy się do tych zasad i popełnimy kilka błędów na raz? Wykonałam to trochę groteskowo, ale tylko dlatego żeby dokładnie pokazać jak bardzo możemy się oszpecić nieumiejętnym i źle wykonanym makijażem.


Lewa strona:
- brak zaznaczenia brwi i dodatkowe pokrycie ich podkładem i niewyczesanie jego nadmiaru
- gruba kreska na linii wodnej
- kreska na górnej linii rzęs narysowana z odstępem od rzęs
- za dużo bronzera na policzkach i zła jego aplikacja
- usta pomalowane wyłącznie podkładem

Prawa strona:
- za mocno zaznaczone brwi w złym kształcie
- kreska eyelinerem zakończona podążając za linią górnej powieki
- za mocno zmatowiona skóra
- brak konturowania twarzy i brak różu

W połączeniu z odpowiednio wykonanym makijażem dziennym widać ogromną różnicę:



Chyba nie trzeba do tych zdjęć dodatkowego komentarza ;)

Właśnie dlatego warto moje Drogie interesować się makijażem jak już się do niego zabieramy. Czasami lepiej jest się po prostu nie malować jeśli miałybyśmy robić to źle. Same dzisiaj widziałyście, że źle dobrany, źle wykonany makijaż może nas tylko oszpecić. Rozwiązanie? Oto ono:
- Czytaj blogi prowadzone przez doświadczone wizażystki. Można znaleźć tam mnóstwo technik, trików i podpowiedzi jak robić naturalny makijaż.
- Skorzystaj z porad profesjonalisty. Wiele wizażystek prowadzi wszelkiego rodzaju szkolenia, np makijażu dziennego, na które warto się zapisać. Będzie to inwestycja we własne piękno i wizerunek.
- Pamiętaj! Mniej znaczy więcej! Zawsze używaj minimalnej ilości kosmetyków, bo za duża ich ilość tylko niepotrzebnie obciąży Twoją buzię.

Artykuł dotyczy oczywiście makijażu użytkowego, dziennego lub wieczorowego. Pamiętaj, że podczas sesji zdjęciowych lub makijaży artystycznych żadne zasady nie istnieją i jedynym ograniczeniem jest Twoja wyobraźnia ;)


Mam nadzieję, że w chęcią przeczytałyście ten artykuł i spodobały się Wam moje rady. Jeśli robiłaś którykolwiek z tych błędów, nie przejmuj się! To tylko makijaż, można go zmyć i poprawić ;)
Dajcie znać w komentarzach czy kiedykolwiek popełniałyście takie błędy, a może inne, nieopisane tutaj rzucają się Wam w oczy na ulicach?
Pozdrawiam serdecznie!

środa, 16 kwietnia 2014

Moja Pielęgnacja Twarzy + video


Witajcie! W tym miesiącu nie nazbierałam ulubieńców, dlatego chciałabym podsumować moją dotychczasową pielęgnację cery. Już kilka miesięcy nic w niej się nie zmienia, a wszystko sprawdza się bardzo dobrze dlatego z chęcią Wam opowiem o kosmetykach, których non stop używam. Dlatego zapraszam Was na film, w którym opowiem Wam o nich. Film jest dość długi, bo jak to ja bardzo się rozgadałam, dlatego usiądźcie wygodnie z herbatką i zapraszam do obejrzenia:



Linki do wcześniejszych artykułów, o których mówię w filmie, czyli Wademekum Pielęgnacji znajdziecie tutaj:

Oczyszczanie:[Link]
Złuszczanie: [Link]
Tonizacja: [Link]
Nawilżenie: [Link]
Ochrona: [Link]

Lista kosmetyków:

Wieczorem:
1. Zmywam makijaż oczu i ust Płynem Micelarnym Be Beauty
2. Myję buzię Żel oczyszczający do twarzy Noni Care
3. Tonizuję Wodą różaną przelaną do opakowania z atomizerem
4. Nakładam krem Cetaphil
5. Pod oczy nakładam Intensywnie Regenerujący Krem Mary Kay

Dodatkowo jeśli mam czas:
1. Stosuję Maseczkę oczyszczającą Noni Care (nakładam ją na kilka minut, najczęściej na czas prysznica w dni, w które potrzebuję dodatkowego oczyszczenia. Średnio raz w tygodniu).
2. Serum Regenerujące Anti-Aging Noni Care (stosuję pod krem 1-2 razy w tygodniu)
3. Serum Przeciwtrądzikowe Mary Kay (na miejsca, w których wypryski pojawiają się najczęściej codziennie lub co drugi dzień)
4. Punktowa Emulsja Przeciwtrądzikowa Mary Kay (nakładam punktowo na krostki wtedy kiedy się pokazują)
5. [...] Siarczan Neomecyny (wyłącznie na duże ropne krostki, maksymalnie 3 dni)
6. Peeling Korundowy (mieszam proszek z moim żelem do mycia twarzy i złuszczam w ten sposób twarz nie częściej jak raz na tydzień/półtora)
7. Maseczka Czekoladowa Oczyszczająca Montagne Jeunesse (nakładam ją na buzię po ciężkim, wyczerpującym dniu dla relaksu i aromaterapii)

Oczywiście tak jak wspominałam w filmie, nie używam wszystkich produktów dodatkowych na raz tylko w zależności od potrzeb mojej skóry, której już dawno nauczyłam się "słuchać" dobieram dodatkowe kosmetyki.

Rano:
1. Myję buzię Żelem oczyszczającym do twarzy Noni Care
2. Tonizuję skórę Wodą różaną
3. Nawilżam kremem. Do tej pory używałam Kremu Redukującego Zaczerwienienia Iwostin z serii Cappilin, a od kilku dni stosuję Alantan Dermoline, który również jak na razie spisuje się bardzo dobrze na dzień.
4. Pod oczami wykonuję masaż rolką serum z Clinique All About Eyes Serum

Dodatkowo jeśli mam czas:
1. Nakładam Maseczkę Rozświetlającą Perfecta (przed śniadaniem nakładam ją po oczyszczeniu na buzię, mija ponad 15 minut i normalnie robię makijaż, już nie używam wtedy kremu)
2. Pod oczy aplikuję płatki kolagenowe PureDerm (wtedy kiedy czuję opuchnięcie pod oczami)
3. Po ciężkiej nocy lub w czasie gdy jestem bardzo zmęczona i niewyspana ratuję swoje oczy płatkami kolagenowymi Montagne Jeunesse. Używałam wszystkich rodzajów, z dynią, lukrecją i orzechem włoskim i wszystkie są świetne.

Wydaje mi się, że moja pielęgnacja twarzy jest prosta, ale skuteczna. Do wielu miesięcy się sprawdza i jestem zadowolona z kondycji mojej skóry.

Co myślicie o mojej pielęgnacji? Stosujecie podobne kroki? Podzielcie się tym w komentarzu!

sobota, 2 lutego 2013

Wademekum Pielęgnacji cz. 5 - Ochrona



Za nami już wszystkie etapy pielęgnacji, jednak nie możemy zapomnieć o ostatnim, niezmiernie ważnym. Nasza skóra sama w sobie jest ochroną przed wszelkiego rodzaju czynnikami zewnętrznymi, takimi jak drobnoustroje, promieniowanie słoneczne, warunki atmosferyczne itd. Jednak gdybyśmy zostawiły ją tak samą sobie, szybko dopadłyby ją efekty starzenia się skóry. Nie możemy zapominać o chronieniu ją cały rok. W zimie jest narażona na mróz, wiosną na pyłki roślin, w lecie na duże nasłonecznienie, zaś jesienią na wiatr. Niezbędną ochronę będzie pełnił krem z filtrem SPF, ale także podkład, który stworzy na naszej buzi kołderkę ochronną.


Co to jest SPF? Tak zwany faktor ochrony przed promieniowaniem słonecznym. W dużym uproszczeniu oznacza on, że np. jeżeli bez filtra u danej osoby rumień pojawi się po 20 minutach, to po zastosowaniu filtra z SPF = 15 czas ten wydłuży się do 15 x 20 minut i rumień rozwinie się wskutek przebywania na słońcu przez 5 godzin. Nie oznacza to jednak, że można przebywać bezpiecznie na słońcu zamiast 20 minut 5 godzin. Ponieważ różnice pomiędzy skutecznością filtrów o SPF 15 i SPF 30 jest niewielka, uważa się, że te pierwsze mogą być podstawowymi preparatami stosowanymi w zapobieganiu słonecznego starzenia się skóry i jego konsekwencji. Zadaniem kosmetyków ochronnych jest ochrona, a nie wydłużenie czasu przebywania na słońcu. SPF określa zdolność kosmetyku do ochrony tylko przed rumieniotwórczym promieniowaniem UVB. Uwaga ! kosmetyki o faktorze nawet powyżej 15 nie zawierające informacji o zdolności ochrony przed promieniowaniem UVA nie zapewnia odpowiedniej ochrony skórze. Powinno się używać wyłącznie kosmetyków z wyraźnym nadrukiem na opakowaniu, że chronią przed promieniowaniem UVA i UVB. (Źródło: bio-med.pl).


Jeśli chodzi o nieprzyjazne warunki atmosferyczne, szczególnie cierpią na nich te z nas, które mają skórę wrażliwą. Wtedy warto zainwestować w krem pozostawiający film ochronny na powierzchni skóry. Taka dodatkowa warstewka pomoże w zapobieganiu zaczerwienień oraz podrażnień twarzy. Także możecie łatwo zauważyć, że właśnie odpowiedni  krem może pełnić funkcję ochronną, więc jego odpowiednie dopasowanie jest bardzo ważne.


Jak wspomniałam wcześniej, również podkład będzie chronił naszą buzię. Nie wychodzimy na dwór bez ubrania, to nie fundujmy tego naszej twarzy. Fluid pełni funkcję ubranka dla niej, a odpowiednio dobrany nie zniszczy jej w żadnym wypadku. Jest wiele teorii kobiet, że podkład niszczy buzię. Niestety prawda jest taka, że to wina nieodpowiedniej pielęgnacji. Kosmetyk byle jakiej jakości faktycznie może spowodować zaskórniki, więc koniecznie szukajcie takich, na których etykiecie producent napisał, że jest on „niekomedogenny”, co oznacza, że nie powoduje zaskórników. Pisałam o tym w poprzedniej części Wademekum.


Kluczem do sukcesu jest też idealnie dobrany podkład do koloru naszej cery. I tutaj występuje mały problem. Ostatnio poszukiwałam podkładu, bo chciałam zmienić ten, który mam. Pomyślałam, że czasami warto poznać coś innego. To była męczarnia. Teraz już wiem, dlaczego nadal tak dużo kobiet ma źle dobrany kolor podkładu. W Mary Kay byłam przyzwyczajona do tego, że swoim klientkom profesjonalnie dobieram kolor, można go przetestować, chodząc w nim cały dzień. Uważam, że tak powinno być przy każdym zakupie tego kosmetyku. Jednak, gdy szukałam czegoś innego w żadnym wypadku nie dostałam próbki lub nawet propozycji od ekspedientki, że dobierze mi odcień. Któregoś dnia wybrałam się do apteki i z przerażeniem słuchałam rozmowy farmaceuty z klientem:
- Dzień dobry. Poproszę podkład Lirene w odcieniu Natural Beige
- Niestety mamy w tej chwili tylko odcień Cappucino
- Och niech będzie
Włos zjeżył mi się na głowie. Dosłownie zapomniałam po co przyszłam do tej apteki. Jest to dla mnie wręcz oburzające. Nie ma innej metody w sprawdzeniu czy podkład jest dla nas dobry niż pomalowanie nim załamania żuchwy i odczekanie około 2 minut aż się utleni, po czym pomalowanie nim całej buzi i chodzenie w nim cały dzień. Dlatego właśnie lubię serwis Mary Kay. Spełnia on całkowicie profesjonalny dobór kosmetyków pielęgnacyjnych i kolorowych. Warto zapłacić 72zł za podkład, który jest w stu procentach przeznaczony dla naszej skóry. Nie spotkałam się do tej z lepszą obsługą klienta przez firmę kosmetyczną.

Fot. M. Kępa


Jednak jeśli z jakiś powodów nie odpowiada Wam firma Mary Kay warto popytać koleżanek jakiego podkładu używa, pożyczyć niewielką odlewkę aby wypróbować go na swojej skórze. Będziemy miały wtedy odniesienie, czy ten kolor jest dobry, czy jednak lepszy będzie jaśniejszy, bądź ciemniejszy.


Tym sposobem kończę serię artykułów o podstawowej pielęgnacji. Piszcie, proszę w komentarzach co więcej Was interesuje. Postaram się fachowo pisać kolejne posty. Blog jest przeznaczony dla Was, więc czekam na Wasze pomysły co do kolejnych artykułach. Tymczasem pozdrawiam Was ciepło i do kolejnego przeczytania.